Zmarł Stanisław Werner

śp. Stanisław Werner

Z głębokim bólem zawiadamiamy, że 24 czerwca 2013 roku przeżywszy 99 lat zmarł Stanisław Werner, współzałożyciel naszego Stowarzyszenia.

Stanisław Werner, syn Zofii z Schuchów i Wacława Wernera, urodził się 1 lutego 1914 roku w Brwinowie. W domu przy ul. Słonecznej mieszkał niemal całe życie. Wcześnie stracił matkę – wraz z trójką rodzeństwa wychowywany był przez stryjenkę. Kształcił się w warszawskim gimnazjum Batorego i tam wstąpił do harcerstwa, do znanej później 23. Warszawskiej Drużyny Harcerskiej zwanej Pomarańczarnią. W spisanych wspomnieniach harcerskich zapisał swoje ówczesne postanowienie dotyczące celu i sensu życia: chcę być dobrym chrześcijaninem, dzielnym Polakiem, i prawym, mądrym człowiekiem.
Młodzieńcze ideały często giną w późniejszych życiowych zawirowaniach, ale tym akurat był wierny przez całe życie.

Marzył, by zostać muzykiem, jednak ojciec wolał, by podjął w przyszłości pracę w rodzinnej fabryce. Za jego radą Stanisław podjął studia na Wydziale Mechanicznym Politechniki Warszawskiej, które z tytułem magistra inżyniera ukończył tajnie podczas okupacji niemieckiej. Po wojnie, jako konstruktor odlewni przepracował kilkadziesiąt lat m.in. w poznańskich zakładach Cegielskiego i warszawskim PRODLEWie.

Żołnierz Armii Krajowej – podczas Powstania Warszawskiego walczył w zgrupowaniu Żywiciel na Żoliborzu, gdzie zaskoczyła Go godzina „W”. Przydzielony do kolumny samochodowej, po wyczerpaniu benzyny obsługiwał zrzuty. Nosił wówczas pseudonimy „Stasiek”, „Stasiak” i „Staszak”. Po upadku Powstania wyszedł z Warszawy z ludnością cywilną, niosąc ranną kobietę – swoją późniejszą teściową.

Wkrótce po zakończeniu wojny wziął ślub z Martą z domu Jurowską, z którą przez ponad 60 lat tworzyli wspaniałe, kochające się małżeństwo.

Wychowany w rodzinie ewangelickiej, Stanisław jako dorosły przeszedł na katolicyzm, realizując w rodzinie ekumenizm, bowiem jego żona pozostała ewangeliczką.

Choć wybrał karierę inżyniera, muzyka pozostała dla niego zawsze bardzo ważna: grał na pianinie, śpiewał w chórze parafialnym, prowadzonym przez prof. Gierżoda w Podkowie Leśnej, a później w Otrębusach. Przez krótki czas był także organistą w kościele w Podkowie Leśnej. Swoje uzdolnienia muzyczne wykorzystywał także jako działacz Towarzystwa Przyjaciół Brwinowa, organizując koncerty, wieczory kolęd i pieśni patriotycznych.

Jego pasją oprócz muzyki była fizyka i popularyzacji tej dziedziny wiedzy poświęcił kilka książek oraz kilkadziesiąt audycji, które przygotował dla Polskiego Radia. Współpracował też z ”Młodym Technikiem” i „Światem Młodych”.

Oprócz traktujących o fizyce, był także autorem książek „Zagadki biblijne” oraz „Korzenie”. Pisał wspomnienia (m.in. w „Podkowiańskim Magazynie Kulturalnym”), opowiadania dla potrzeb dokumentacyjnych i inne.

Współpracował blisko z parafią podkowiańską. Zainspirowany przez ks. Kantorskiego zorganizował w Brwinowie w latach 70. grupę oazową, której był animatorem. Przez lata członkowie grupy spotykali się regularnie, czytając i komentując Pismo Święte. Przyjaźnie zawiązane wówczas, dotrwały do końca życia.

Był społecznikiem, miał potrzebę działania dla innych, udzielał się w Komitecie Pomocy Bliźniemu w stanie wojennym, działał w świetlicy osiedlowej w Brwinowie i w Towarzystwie Przyjaciół Brwinowa, inicjując liczne imprezy kulturalne, upamiętniając rocznice historyczne. Przez kilka lat był wiceprezesem Towarzystwa.

Był człowiekiem o bardzo szerokich horyzontach i licznych zainteresowaniach, życzliwym ludziom i chętnie niosącym pomoc, gdy była tego potrzeba.

Ostatnie lata życia Stanisław spędził w domu, z godnością i pokorą znosząc postępujące inwalidztwo. Zawsze pogodny, nigdy nie skarżył się na trudy starości.

W listopadzie zeszłego roku zmarła ukochana żona Stanisława, opiekująca się nim do ostatnich dni życia. Wieści o jej śmierci nie przyjął, do końca czekał na jej powrót.

Przeżywszy 99 lat, zmarł 24 czerwca na zapalenie płuc.

Na zawsze pozostanie w naszej pamięci!

Reklamy